25-26 września 2017


Po pierwszej niewinnej, bo kilkukilometrowej podwózce, nadarza się okazja, której wyjątkowości nawet nie przeczuwamy. Podjeżdża biały Land Cruiser wyładowany gratami po sufit. Jak się okazuje, kierowca Jason zmierza do Melbourne (na południu), ale… przez Queensland (na wschodzie). I w ten oto sposób trafia nam się najdłuższy stop w naszym życiu. ?

O Jasonie: farmer, pisarz, trochę ekscentryczny i zmanierowany, ale dzięki jego wiedzy i otwartości dowiadujemy się sporo o Australii. W końcu to ponad 30-godzinna podróż (na tyle długa, że docieramy do nowego stanu). Któżby się spodziewał, że będziemy przemierzać bezdroża Północnego Terytorium w poszukiwaniu jeziora (nieistniejącego, jak się okazało)! Jak również spać pod gwiazdami „gdzieś-nigdzie”… Chrzest 'bush campingu’ mamy za sobą.

Jak widać, jeziora nie widać…
…ale znaleźliśmy za to wodopój dla bydła
O wschodzie na wschód. Dzień drugi
Typowy widok „outbacku”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *