26-28 września 2017   #stopów:2    #km: 1699

„Tu asfalt się kończy, a zaczyna blues
Na płocie list gończy i po prostu luz” (Sł: Adam Ziemianin)

Hughenden. Żar leje się z nieba (tak, tak, to już było), gorące powietrze rozmywa obraz, a zastygły wiatrak z minionej epoki patrzy z góry na uśpione miasto. Szerokie ulice i drewniane werandy sprawiają, że czujemy się jak w westernie. Brak tylko dźwięków płynących z 'saloonu' i wystrzałów „w samo południe”… I mimo, że doświadczamy tu najwyższych temperatur w naszej dotychczasowej podróży  (32’C o 10:00 rano), to jednak magia tego miejsca sprawia, że zostajemy tu dwie noce.

Typowa kolonialna drewniana architektura z charakterystycznymi werandami… aż żal, że niszczeje


   

Whaaaaaat?
W outbacku w okresie suchym wiele rzek istnieje tylko na mapach
’Comet' – wiatrak sprzed ponad stu lat. Wizytówka Hughenden

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *