7 – 9 lutego Petchaburi

To niewielkie miasteczko z rzadka nawiedzają turyści, dlatego też samemu łatwo stać się tu ciekawym obiektem „one photo”.

I znów! Jak ślepej kurze ziarno wbijamy na największy festiwal w mieście trwający, bagatela, 10 dni (patrz: następny post).

Tu się śpi. Miejsce z duszą jak jego właściciel Tom. Hostel, knajpka i galeria w jednym i to nad rzeką.
Golibroda – bolibroda. 🙁

Lody po tajsku: buła i trzy gały. Wspaniałe miejsce i właścicielka z otwartą głową (zna pojęcie recyklingu i wciela je w życie).

Phra Nakhon Khiri – pałac zimowy z całym przybytkiem Ramy IV.

Charakterystyczne misterne zdobienia techniką stucco na jednej ze świątyń króla.
A takie widoki miał on. Na miasto całe.
Nektar bogów na okrągło.
Zwykły normalny dzień na zwykłej poczcie.
„Mama mnie wcale nie slucha!”
Jest ich tu mnóstwo i tak różne jak na obrazku. Wszystkie do wytarmoszenia.