20 – 26 marca Ko Wai

Był rok 2004, kiedy w Tajlandię uderzyło tsunami. Wtedy też za sprawą M’Decka (uściski!) farang Adaś pierwszy raz postawił stopę na maleńkiej, niemal dziewiczej wysepce Ko Wai. Właśnie tam, a nie gdzieś na Morzu Andamańskim, gdzie żywioł zebrał największe żniwo. Opatrzność, karma, przypadek…?

Przez te wszystkie lata niewiele się tu zmieniło. Cztery „resorty”, jedna ścieżka, zero samochodów czy sklepów, przerwy w dostawie prądu.

…a ponadto biały piasek, woda-kryształ, snorkelling z plaży, cisza i spokój. Można tu robić wszystko i nic. Każde równie atrakcyjne.

…noc spedzona przy… muzeum…? morskim?
Pagoda zbudowana w celu rekultywacji koralowców…

15 – 19 marca Bangkok

A więc Bangkok. Ten sam poczciwy Bangkok, co rok temu, a jednak jakby inny. I wcale nie z powodu epidemii koronawirusa. Nie. Inny… bo w głowach mamy one-way ticket, a to oznacza że n i g d z i e s i ę n i e s p i e s z y m y.

…i choć pewnie jeszcze przez chwilę będziemy o tym zapominać, Bangkok wciąga!

Fastryga już gotowa. Zakład krawiecki jakich tu wiele.
Metro. W całym wagonie może dwóch Tajów było bez masek.
…przy dźwiękach tajskiego rocka smakuje jeszcze lepiej.
Świat się kończy! Kozera wcina kukurydzę!

ONE-WAY TICKET 2020 part 1

To od czego by tu zacząć…? M… może… Bangkok!

A nie. Czekaj.

No cóż. Prawda jest taka że wspomnienie zeszłego roku było nam tak bliskie i miłe, a bilety tak tanie (znowu!), że trudno było sobie odmówić powtórki. Poza tym gdzie jak nie tu, w BKK zacząć przygodę życia. Inna sprawa, że nie znać prostszej drogi do Japoni (która jest naszym wymarzonym celem) jak właśnie z Tajlandii.