21 maja – 26 lipca Najlepszy przyjaciel [Best friend]

[For English version scroll down]

Trzy miesiące za nami, a my nadal nie wiemy czy, kiedy i dokąd będziemy mogli ruszyć z Tajlandii. Wieści o otwarciu granic brak i nawet przestaliśmy wyliczać, ile krajów i nowych miejsc mogłoby być już za nami. Dziwne to nasze podróżowanie…

…dlatego zdecydowaliśmy się na wolontariat z Workaway i spędziliśmy dwa wyjątkowe miesiące w domu Corriny z wielką psią gromadą. Szesnaście ogonów – wszystkie przygarnięte i czekające na adopcję.
Długie spacery, gotowanie posiłków, sprzątanie ich królestwa, głaskanie, tarmoszenie, szczotkowanie, zabawy, czasem kąpanie, a czasem wyciąganie kleszczy, wyprawy do wspaniałego weterynarza Dr. Jaydee, podawanie lekarstw, zmienianie opatrunków, rozmawianie i słuchanie ich opowieści, przytulanie i bycie lizanym, wpuszczanie i wypuszczanie z pokoju po tysiąckroć.
To było tym, co mogliśmy im dać od siebie, a i tak było niczym w porównaniu z zaufaniem, akceptacją i przywiązaniem, którymi one obdarzyły nas.

Trudno coś takiego opisać słowami. Było to dla nas wyjątkowe i niepowtarzalne doświadczenie.

A oto kilka portretów naszych podopiecznych (niestety niektóre zdjęcia były złej jakości i nie możemy przedstawić wszystkich 16 psiaków):

[English version]

[Three months have passed and we still do not know if, when and where we will be able to leave Thailand. There is no news about the opening of the borders and we have even stopped counting how many countries and new places could have been behind us. Strange is this traveling of ours…
… that’s why we decided to volunteer with Workaway and spent two exceptional months at Corrina’s house with a great bunch of dogs. Sixteen barkers – all gathered and waiting for adoption.
Long walks, cooking meals, cleaning their kingdom, stroking, tousling, brushing, playing, sometimes bathing and sometimes pulling out ticks, trips to the wonderful vet Dr. Jaydee, administering medications, changing bandages, talking and listening to their stories, cuddling and being licked, letting in and out of the room a thousand times over.
That’s what we could give them from ourselves, and it was nothing compared to the trust, acceptance and affection they gifted us with.
It’s hard to describe it in words. It was a unique and inimitable experience for us.
Here are some portraits of our pupils (unfortunately some photos were of poor quality and we cannot present all 16 dogs):]

Tim. Senior rodu, lat ok. 20 (!). Głównie szczekał albo dreptał. Mocna sztuka.
Karo. Nieoficjalny samiec alfa. Najmądrzejszy i najbardziej wrażliwy pies, jakiego kiedykolwiek spotkaliśmy (choć Adam ciągle ma w pamięci swojego ukochanego Borysa).
Absolutnie wyjątkowy.
Mister (brat Miss). Zawsze uśmiechnięty.
Miss (siostra Mistera). Niezależna, wojownicza, kobieca.
Miss i Mister.
Deng. Z tajskiego: czerwony. Po naszemu: Sprężynka – niezwykle atletyczny, skakał najwyżej ze wszystkich psów. W tle Lala, siostra Emily.
Potrzebował prawie dwóch miesięcy przytulania i tarmoszenia, żeby się przed nami otworzyć i pokazać, jak bardzo tego potrzebuje.
Lucas. Po naszemu: Sitting Budda – z racji pozycji, którą przyjmował najczęściej.
Lucas wyjątkowo na czterech łapach. W tle Miss, Mister i kąpielisko – stały punkt spacerów.
Lessie. Jednooka piękność. Dopiero po ok. dwóch tygodniach odważyła się wejść do domu. A potem po kolejnych i kolejnych zaczęła się do nas zbliżać, jeść obiad w domu…
…i w końcu dała się dotknąć.
Sister (siostra Lessie). Jeszcze chwilę w schronisku, ale i dla niej Corrina będzie chciała znaleźć nowy, prawdziwy dom.
Milo. Zwiadowca i prowokator polowań na kurczaki. Mały, szybki i… przytulaśny. Ulubieniec Corriny – miał przywilej spania w łóżku.
Kafi. Większą część czasu spędziła w „sanatorium” u Rity, z którą chodziliśmy na spacery.
Sara. Husky w Tajlandii – trzeba nie mieć wyobraźni. Oczywiście pierwsi właściciele sobie nie poradzili i Sara wylądowała w schronisku.
Żywioł nie do powstrzymania. Można było wołać i wołać, a i tak instynkt wygrywał i niestety bywało, że wracała z kurczakiem w pysku. Natomiast nauka chodzenia na smyczy – pełen sukces!
Momo. Sześciomiesięczna dziewczynka – mimo wielu prób nie udało się załatwić dla niej adopcji w Tajlandii.
Znaleziona kość (bywało, że niezgody). W tle Karo.
Patch. Z łatką na oku. Nie odstępował Corriny na krok.
A to już niecierpliwe oczekiwanie na spacer. (od lewej: Deng, Sara, Mister)
Patrzą w górę: wiewiórka. Patrzą w dół: wąż.
Jeszcze chwila i skok do wody.
Po spacerze, nie inaczej. U samej góry, z prawej strony oficjalny samiec alfa – Elen; bywało, że bał się własnego cienia, ale inne psy z jakiegoś powodu zgadzały się na jego status alfa. No, poza Lucasem.
Pora deszczowa tego roku wciąż nie nadeszła. Tym większa radość, kiedy spadła na nas wielka ulewa (pies Rity – Dayo, ten najwiekszy).
A w wolnej chwili nauka jazdy skuterem i… powoli czas ucieka(ć).