7 – 14 sierpnia Tirana

Nie wiemy, czy da się tu znaleźć lub zgubić szczęście, ale… Tiranę da się lubić.

Nie ma ona nic wspólnego z wielkimi metropoliami. Nie jest pretensjonalna i nie onieśmiela. Za to ma sporo zieleni, a stare i brzydkie przeplata się z nowym (lub odnowionym) i ładnym. Centrum miasta można niechcący przegapić, za to najwyższego w okolicy szczytu nie da się nie zauważyć.

Owe centrum – plac osławionego na całą Albanię bohatera narodowego – Skanderbega. Tutaj życie tętni od rana…
…do później nocy.
Albańczycy nie boją się koloru.
Spragnieni wypraw jakichkolwiek czym prędzej wybraliśmy się na najbliższą, możliwie najwyższą górę.
Towarzyszyli nam przybysze z kosmosu. Ten mierzył z dobre 10 cm.
Jeszcze nie szczyt, a już widoki nie byle jakie. W dole majaczy Tirana.
Odpuściliśmy najwyższy szczyt Dajti (1613 m n.p.m.), który jest ogrodzony i zajęty przez maszty radiowe i wspięliśmy się na sąsiedni, odrobinę niższy – Maja e Tujanit.
Światło-cień-światło-cień… aaa! „Gdzie jest Wally?”
Matka Albanii spoglądająca ze wzgórza na stolicę.
Średniowieczny most garbarzy z XVIII w. wtulony w miejską codzienność powojennego socrealizmu.
I jeszcze kawałek sztuki ulicznej.
A to już nasz hostel i jego właściciel, zwany przez nas Szefuńciem, który w przypływie dobrego nastroju robił prezentację muzyki albańskiej (tej tradycyjnej i tej bardziej pop).  Albo stawiał przed nosem talerz pełen fig, dopiero co zerwanych – bo tu sezon w najlepsze.

11 odpowiedzi do “7 – 14 sierpnia Tirana”

  1. I am sure this paragraph has touched all the internet visitors, its really really good article on building up new web site. Ameline Irwin Richardson

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *