28 – 30 sierpnia Vermosh

Kręci nas wszystko co jest „naj”. Uwielbiamy to. Najpierw był najwyższy szczyt, potem najniebezpieczniejszy szlak, najbardziej izolowana osada itd.
Teraz czas na najbardziej na północ położoną wieś Albanii.

Gdzieś w drodze między Theth a Vermosh zaczepił nas pod sklepem jakiś gość i zaproponował bezinteresowną (jak się zdawało) pomoc. My mówimy, że podróżujemy autostopem i że to jeszcze 87 km, a droga kręta. On, że OK, nie problem, że lubi jeździć. No to my, że może tylko 3 km do ronda, bo tam już droga prosta (choć kręta).

I tak, naiwnie dojechaliśmy z nim do samego Vermosh tuż przed zmrokiem, lądując w barze i próbując spławić kierowcę-naciągacza, jak się na miejscu okazało. Zaczęły się schodzić różne podejrzane typy i nijak nie szło zakończyć tego spotkania, a nasza wyobraźnia szybowała między mafią a wyznawcami prawa Kanun.

W końcu zjawił się chłopak, który mówił po angielsku i chciał pomóc. Najpierw wyśmiał kwotę żądaną przez naciągacza (a inni mu zawtórowali), potem znalazł „złoty środek”, który (no cóż…) uiściliśmy, a na koniec powiedział do nas: „Przykro mi z powodu tego, co się stało. My tacy nie jesteśmy.”
Różne złe myśli i brzydkie słowa ulatywały z nas po tej przygodzie. Ale stwierdziliśmy jednogłośnie, że po prostu nie jest on prawdziwym Albańczykiem i to była największa obelga. Właśnie tak.

A tymczasem Vermosh rozciąga się na przestrzeni ponad 10 km w dolinie rzeki Lim i jest tu naprawdę  malowniczo, sielsko, zielono i soczyście.
Znowu, tak znowu.

Wydostać się z Theth to duże wyzwanie. Na tej drodze kursują jedynie taksówki, prywatne samochody hotelowe i pasażerskie busiki. Aleksandr wyrwał nas swoją wielką ciężarówką z tego zaułka i prując 30 km/h i biorąc zakręty na trzy razy, przewiózł slalomami na drugą stronę gór.
Cała Albania jest właśnie taka.
Jeśli ktoś myśli, że nie istnieją na świecie słodkie mirabelki, zapraszamy do Vermosh.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *